Super League Triathlon – potrzebny nowy format?

By nie pozostawiać Was w niepewności, od razu złamię prawo Betteridge’a i odpowiem, że tak i zostało to udowodnione podczas minionego weekend. Na Hamilton Island (okolice Wielkiej Rafy Koralowej, generalnie Australia) ruszyło nowe triathlonowe wydarzenie w postaci Super League Triathlon. O tym na czym ten nowy format polega rozpiszę się trochę dalej. Najpierw inne rzeczy, o których myślałem przez ostatnie kilka dni.

Jak to wygląda teraz? W dużym skrócie: zaczęło się od ścigania non-drafting, a z czasem triathlon trafił na Igrzyska i stąd mamy teraz kierunek „olimpijski”. Są to dwa podstawowe formaty dostępne zarówno dla amatorów jak i posiadające dość liczne grupy zawodników pro. Nie ma co się oszukiwać, triathlon jest sportem, w którym dużo łatwiej brać udział startując niż kibicując na trasie lub nawet przed telewizorem. Jak nie wierzycie to spytajcie partnerek.

Sytuację tę możemy opisać z angielskiego jako participant sport. O dziwo to określenie ma nawet swoją polską wersję i jest nią sport uczestniczący (osobiście wolałbym trochę więcej słowotwórstwa i wersję sport uczestniczony). W opozycji do sportu uczestniczonego mamy spectator sport (tutaj polska wersja – sport widowiskowy – jest całkiem w porządku). Czy oznacza to, że triathlon nie jest widowiskowy? Wiadomo,  że nie. Ciężko jednak postawić naszą dyscyplinę na równi np z biathlonem, który nie jest uprawiany przez miliony ludzi na świecie, a w TV jest szeroko relacjonowany.

Ironmana w telewizji oglądać się nie da. Nawet MŚ na Hawajach przykuwają triathlonowych świrów na maksymalnie kilka godzin z przerwami i to głównie przed monitorami komputerów. Na igrzyskach triathlon jest jedną z najdłuższych konkurencji i samo ITU kombinuje jakby podnieść widowiskowość i obecność triathlonu na IO poprzez wprowadzenie dystansu sprinterskiego oraz sztafet mieszanych (to swoją drogą będzie doskonałe i nie mogę się doczekać).

Fani triathlonu zawsze znajdą sposób by obejrzeć relację, ale czy nie było by fajniej gdyby to właśnie triathlon znalazł swoją drogę do towarzyszenia ludziom przy niedzielnym obiedzie? Odpowiadam: byłoby.

Dlatego mimo początkowego sceptycyzmu (trochę krzywo patrzyłem na zbyt dużą wg mnie kreatywność organizatorów nowych formatów) teraz mogę w pełni przekonany stwierdzić, że nowe formaty są triathlonowi potrzebne. Oczywiście muszą być dobrze przemyślane i wdrożone. No i zapomniałem dodać – amatorzy zostaną przy tych dwóch popularnych formatach wymienionych wcześniej. Zapewnienie widowiskowości zostawiamy profesjonalistom.

Zarówno Super League Triathlon jak i rozgrywany już od dwóch sezonów Island House Triathlon mogą mieć to coś co sprawi, że triathlon zacznie stawać się sportem telewizyjny. Akurat o IHT nie mówiło się tak dużo jak powinno, ale SLT cieszył się wg mnie w ten weekend bardzo dużym zainteresowaniem. Format powołany do życia m. in. przez Chrisa McCormacka, nie jest czymś szczególnie odkrywczym (w latach 90 rozgrywano już podobne wyścigi), jednak z odpowiednim wykorzystaniem potencjału internetu i ekipy marketingowej może osiągnąć sukces. Już przy pierwszej edycji zawody było transmitowane przez Fox Sports Australia oraz (co ważniejsze dla naszego kontynentu) przez Eurosport. Biorąc pod uwagę, że triathlon zawitał już do TVP, mamy naprawdę dobry klimat.

Obiecane kilka słów na temat formatu Super League Triathlon:

  • piątek – Triple Mix: 3 wyścigi rozgrywane jeden po drugim, start drugiego następuje 10 minut po dotarciu na metę zwycięzcy z poprzedniego wyścigu. Każda runda to inna kolejność dyscyplin. Dystanse: 300 m pływania, 6 km kolarstwa, 2 km biegu. Najwięcej punktów zdobywa zawodnik z najniższym łącznym czasem trzech wyścigów.
  • sobota – The Equalizer: najpierw indywidualna jazda na czas – 6 km. Po południu zawodnicy startują „na dochodzenie” na podstawie porannych wyników. Kolejność dyscyplin (standardowe dystanse SLT) – pływanie – bieg – pływanie – kolarstwo – bieg. Tym razem najwięcej punktów dostaje pierwszy na mecie.
  • niedziela – The Eliminator: ponownie 3 wyścigi rozgrywane jeden po drugim z 10 minutową (dla pierwszego) przerwą. W dwóch pierwszych rundach eliminowani są zawodnicy z końca stawki (5 zawodników). Najwięcej punktów zdobywa pierwszy zawodnik na mecie trzeciego wyścigu.
  • Punkty są sumowane i wyłoniony zostaje zwycięzca.
  • Do zgarnięcia ponad 200 000 dolarów amerykańskich – dla najlepszego czek na 100 000.

Solidna kasa i dobry marketing sprawiły, że na taki format przystali najlepsi na świecie. Zwyciężył Andy Murray, przed Mario Molą. Trochę więcej spodziewałem się po Javierze Gomezie oraz Brownlee’ich.

Mam nadzieję, że lada moment podana zostanie kolejna lokalizacja Super Ligi Triathlonu. Typuję bliski wschód – łatwiej będzie oglądać.

Mały apel do organizatorów. To, że zawodowcy to robią, nie znaczy, że amatorzy powinni. Nawet jeżeli będą zainteresowani. Amatorzy powinni najpierw ogarnąć pływanie-kolarstwo-bieganie. Tutaj wynalazki nie są potrzebne – mamy wystarczająco formatów do uczestniczenia.

Dzięki za kolejną wizytę na blogu. Wpis o morsowaniu i triathlonie cieszył się niespodziewaną popularnością. Zachęcam do polubienia i udostępniania także i tego postu.

Dajcie znać w komentarzach czy oglądaliście Super League Triathlon (i gdzie) i co myślicie o tym formacie. Ma szansę na zagoszczenie w TV na stałe?

Skomentuj ten wpis: